przez Leninka » 16 lipca 2005, o 18:30
Ninka wyszła dziś z mężem rano do sklepu. Po jakimś czasie wołają mnie, żebym wyszła na balkon (mieszkamy na parterze).
- Mamo, znalazłam małego ptaszka, zaopiekujemy się nim?
Mąż pokazuje mi w dłoniach małego chyba-kanarka, przemoczonego, wystraszonego, ale żyje, bo drży...
- Gdzie go znaleźliście?- pytam
- Ja go znalazłam, mamo! W piaskownicy leżał!
No dobrze... lecę po ręcznik... robię jakieś-takie niby gniazdko, mąż go układa... Idą jeszcze po bułki na śniadanie, a chyba-kanarek dostaje w maleńkim garnuszku dla Ninkowych lalek trochę wody. Boję się go dotykać, żeby mu krzywdy nie zrobić... Drży cały czas i przewraca się na boki. Jest chyba mocno potłuczony...
Wraca mąż z Ninką.
- Mamo, widziałaś tego ptaszka? Ja go znalazłam! Mamo, zaopiekujemy się nim, prawda?
- Tak, Ninusiu! Dobrze, że go przyniosłaś, bo ptaszek jest bardzo chory i słaby, a trzeba się opiekować chorymi i słabymi...
- Pokaż mi go, mamo!
I tak opiekowaliśmy się małym chyba-kanarkiem. Ale, niestety, nie udało mu się wydrowieć.... Ninka myśli, że ptaszek śpi...
Rano powiemy, że wyzdrowiał i wyfrunął.
Nie wiem, czy dobrze robimy, oszukując tak Ninkę?...