No właśnie!
Karmiłam Lenkę, kiedy Ninka wyszła z pokoju i pojawiła się za chwilę. W rękach trzymała moją komórkę i oznajmiła :
-Umyłam twój telefon, mamo!:-P
Otworzyłam szeroko oczy.
-No coś ty, Ninka?
Moja córka nie straciła wcale fasonu, co już mnie zaczęło rozbawiać.
-Ale tak, jak trzeba- mydełkiem i potem dobrze opłukałam i wytarłam ręcznikiem!
Już nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.

W przerwach pomiędzy śmiechem, tłumaczyłam dlaczego nie można myć telefonu, ale i tak nie było to zbyt wychowawcze.
Telefon suszyłam długo suszarką, teraz leży przy otwartym oknie....Działa, zapewne uratował go silikonowy pokrowiec...
Nawet nie mogę się na Ninkę gniewać- na pewno chciała dobrze w swojej małej główce... No cóż- takie efekty przynosi nauka porządnego mycia rąk.
