Łodgrzebałam wątek coby Wam otuchy dodać
Na początku mojego drugiego macierzeństwa było dodupnie w związku z moimi problemami zdrowotnymi i chorowitością Pana Tadeusza. Włączyłam opcję"przetrwać" i jakoś się turlałam z dnia na dzień. Czasami ryłam nosem o glebę, gdy Tomek wyjeżdżał w dwudniowe delegacje, a ja sama byłam z chłopakami. Teraz wreszcie mogę napisać, ze jest ok

Nauczyłam sie być matką dwojga. Tadejro ma już 5 miesięcy, chłopak kumaty dosyć i z tych spokojnych. Kuba po okresie buntu ("a telas kategolycnie plosę oddać go do spitala") przechodzi fazę wielkiej miłości do brata, co okazuje mu na każdym kroku. Dziś przybiegł do kuchni z informacją, że brat wisi na kanapie. Wszystko dobrze się skończyło dzięki refleksowi Kuby i silnych łapskach Tadzia
Jeżeli, drogie ciężarówki, boita się jak to będzie, to możecie już spokojnie odetchnąć. Skoro ja (ten namolnie narzekająco-panikujący charakter) piszę, że jest ok, to znaczy ze jest świetnie
