Eeeetam.
Z jednej strony owszem, istnieją mamusie i tatusiowie omamieni modami i metodami. Ok, zaczyna się od aktywnego udziału w szkole rodzenia, karmienie piersią na żądanie i jak najdłużej, obecnie dziecko tylko w chuście, bo w wózku to toksycznie

, obecnie - nie szczepienie na nic, bo nie, jedzenie tylko w słoikach lub nie daj Boże w słoikach (w zależności od koncepcji), matematyka dla niemowląt, angielski Helen Dorn zanim przemówi po polsku, trzylatek czyta i rachuje, tańczy walca i super pływa...i tak dalej....
Z drugiej - jest też mały kulcik "mam wyrodnych", które chełpią się i chlubią tym, że są pod prąd, że dziecko ma brudne zabawki i spędza dzień przed tv - i to też jakiś przechył. Pół biedy w brudnej zabawce czy oglądaniu (oby nie w nadmiarze) kreskówek, bieda w robieniu z tego nowej anarchistycznej religii...
Kiedy czytałam ten artykuł, rodziło się we mnie pytanie - dlaczego te mamusie dały się tak zwariować? Ok, presja, marketing, siła przebicia mamy i teściowej, mody, teorie, szum informacyjny...Ale czy nie jest tak, że jednak gros mam nie daje się zwariować, informacje filtruje, kieruje się swoją intuicją, ewentualnie babcinymi radami, które nigdy w sumie nie idą do lamusa? Kupa kobiet szybko uczy się być "wystarczająco dobrą mamą" - co właśnie postulują wszyscy, tak tu skrytykowani

psychologowie rozwoju człowieka. Kobiety te łapią równowagę i wybierają spośród zalewu informacji to, co dla ich dzieci, ich rodzin i nich samych jest korzystne.
Moim zdaniem te mamy omotane "jedyną słuszną ideą", choćby to była idea noszenia dziecka w chuście li i jedynie - to kobiety, ktore już na starcie macierzyństwa miały deficyt i z pasją neofity ugrzęzły w czymś, co wytycza im drogę i wyznacza szlaki. Równie dobrze mógł to by być nowy ruch religijny, akcja polityczna, ekologia czy co tam jeszcze. Akurat biologiczny czas wyznaczył pojawienie się dziecka - no to prądy ogniskują się koło dziecka. I mamy kolejne nurty:
poród tylko siłami natury i bez znieczulenia, karmienie tylko na żądanie własnym mlekiem, chusta, żadnej skórki od chleba przed pierwszym rokiem życia, pływanie od noworodka itp.
Ale czy na pewno robi to z nami "przemysł"?
_________
Edit : "deficyt" = nie uwierzę, by kobitka z równowagą mentalną zapierała się przy jakichś bzdetach i zamęczała nimi siebie, dziecko i otoczenie. No, dłużej niż tydzień
A poza tym - specyficzne czytanie informacji:
Według zeszłorocznych badań TNS OBOP aż 84 proc. rodziców przyznaje się do frustracji i przemęczenia.
Ok, tylko gdzie tu jest napisane o źródłach przemęczenia? Ja na przykład jestem przemęczona tym, że mam ruletkę pediatrów w przychodni, co zmusza mnie do szukania lekarzy prywatnych, co zmusza mnie do wydatków, co zmusza mnie do dorabiania na tych lekarzy po godzinach itp. Albo tym, że mi państwo nie dofinansowuje niani. Albo - żeby nie było, że taką materialistką jestem - że stoję w korkach i stresuję się, że dziecko za mną tęskni. Albo najmocniej to mnie teraz pani Hall frustruje (no dobrze, ona też ma syndrom neofity i prze jak taran

, pasuje więc do naszych rozważań ). Statystyka to podatna plastelina w rękach chcącego
