No ręce opadają

Że pyskuje, to można przeżyć, bo zawsze miała dużo do powiedzenia. Ale poza tym jest nieznośna - krzyczy, wrzeszczy, tupie, obraża się, trzaska drzwiami, urzadza sceny (jeszcze się nie rzuca na ziemię, ale wygląda, że to kwestia czasu

), poleceń nie wykonuje praktycznie żadnych, albo trzeba jej wszystko powtarzać po 20 razy. Po każdej aferze skruszona przeprasza (zazwyczaj sama z siebie), po czym - jak łatwo się domyśleć - mamy następną awanturę. Na pytanie, czemu się tak zachowuje, odpowiada, że nie wie i że nie chce być taka wstrętna

Kary nie działają - gdy zarządziłam szlaban na Mini Mini, usłyszałam, że "to bardzo dobrze, bo tam sa same powtórki i w ogole nie miałam ochoty tego oglądać"

Gdy wyjęłam z ręki w sklepie batona, usłyszałam - "i bardzo dobrze, wcale nie chciałam go jeść, bo słodycze są niezdrowe" (ze łzami w oczach, ale szła dzielnie dalej nie oglądając się na półki ze słodyczami).
Wiem, że nie mam dla niej wystarczająco dużo cierpliwości, bo wykończona jestem - mam na głowie cały dom, męża widuję w weekendy, Sergiusz jest bardzo absorbującym dzieckiem. Zastanawiam się, z czego to wynika - poświęcamy jej mimo wszystko naprawdę sporo uwagi, nie zbywamy, nie oganiamy się. Możliwe, że to jakaś spóźniona zazdrość? Czy po prostu kolejny etap do przetrwania z zaciśniętymi zębami?
