Witajcie Drogie Dziewczyny

W końcu odważyłam się tu zajrzeć. Bo tak długo mnie tu nie było, że jakiś taki strach mi towarzyszył, jakby miał to być mój pierwszy raz.

No cóż czas mija nieubłaganie, a mnie strasznie tęskniło się za tym momentem kiedy będę mogła tu zajrzeć i "odwiedzić" znajome osoby. Tak ucieszyły mnie posty, które teraz powoli nadczytuję, ale widzę jak bardzo dużo mi umknęło. Nie wiem, czy będę w stanie to nadrobić, ale będę się starać. W końcu bowiem osiadłam sobie w miejscu mi na nowo przeznaczonym, zadomowiłam się we wszystkich szufladach, szafkach, szafach, miejscach. Co dzień budzę się w ramionach Maćka, wierząc, że tak już pozostanie i, że to się nie zmieni. Walczymy bardzo mocno o nasze uczucie i w każdej chwili i w każdym dniu mówimy sobie, że to na zawsze i do końca życia.
Od roku mieszkam w Olkuszu. W małym mieszkanku na osiedlu młodych, na czwartym piętrze, budujemy swój dom i rodzinę. Nie będę ukrywać, że jest nam łatwo, ale co nas nie zabije to nas wzmocni przecież, jak mawiała moja babcia i zawsze tego staram się trzymać.
Ale po kolei.
Zadomowiłam się w Olkuszu i powoli wiem, gdzie z czym i do kogo powinnam się zwrócić, gdzie mam najbliższego lekarza, dentystę, szkołę, przedszkole, sklep spożywczy i na którym przystanku trzeba stanąć i w jakiego busa wsiąść, aby dojechać odpowiednio do Krakowa, albo do centrum miasta. To urokliwe, choć małe miasteczko, gdzie rytm życia jest zupełnie różny od tego, do którego przywykłam w Częstochowie przez pierwsze 30 lat swego marnego życia.

Zmienia mnie to miasto, ale i cały proces zmiany rodziny. Bo widzicie do tej pory miałam pecha do Partnerów, choć pewnie w pewnym stopniu sama sobie na to zapracowałam, ale cóż życie. Maciek jest inny, Maciek jest momentami magiczny, jakby z innej planety. To taki facet, który jak się zadeklaruje to na zabój i do ostatnich dni życia. Pewnie, że towarzyszy mu strach, że i tym razem zostanę mu zabrana, tak jak jego zmarła żona, ale z każdym dniem próbuję go przekonać, że tym razem może Bóg ma inny plan.

Dzięki Maćkowi odzyskałam zaufanie do męskiej części mojego życia, zaufałam na nowo i ufam, że tym razem Bóg ma i wobec mnie lepszy plan. Uczy mnie nadal pokory, ale o tym za chwilę.
Dzieci.... temat rzeka, zresztą inaczej nie istniałoby to forum i tyle tych postów, gdyby nie dostarczały nam tylu fantastycznych tematów.
Karolka cudownie zaaklimatyzowała się w swoim nowym przedszkolu, ma cudowne dwie Panie wychowawczynie i mam wrażenie, że to przedszkole i te Panie sprawiają jej o wiele więcej radości niż częstochowskie. Biega z taka radością do przedszkola, płacze kiedy przychodzi weekend i marudzi całe niedziele że chce już aby był poniedziałek. (jak to się potem człowiekowi zmienia, i chciałby niedziele wydłużać w nieskończoność

)
Cudownie zdaje testy na przyszłego pierwszoklasistę, ale idzie starym systemem i jeszcze na przyszły rok zostaje w przedszkolu. Zdecydowaliśmy z Maćkiem, że tak będzie lepiej i da jej to spokój wewnętrzny po tylu zmianach i tragediach w życiu. Karolina bowiem jeszcze miewa słabsze dni i momenty i nadal mamy kłopoty z napadami histerycznymi płaczu. Zaczyna się powoli uczyć czytać. Czyta nagłówki w gazetach, bilboardy na ulicy, reklamy, składa pierwsze słowa w książkach. Cudne patrzeć jak rośnie i fajnie stopniowo się rozwija.
Igor, chłopak na schwał. Powoli zaczyna pokazywać 10 letnie różki, zaczyna dyskutować, bronić swoich racji, czasem pyskuje, niestety lubi kłamać ze strachu, nie lubi chodzić do szkoły (ale tak w ramach dziecięcego rozsądku, nie przepada za książką ale grami, jednym słowem typowy 10 latek. Cudowna więź nas związała i ostatnio też mieliśmy okazję pogadać pierwszy raz od serca i jak sam Igor stwierdził na koniec, jeszcze nigdy z rodzicami, nawet ze swoją mamą tak szczerze nie rozmawiał. Muszę przyznać, że mnie zaskoczył swoją mądrością i szczerością i choć tematy były trudne, to cieszę się potwornie na nasze przyszłe rozmowy.
Cudnie się uczy, choć dużym naszym kłopotem to ortografia, uczęszcza do Uniwersytetu Juniora w Olkuszu, rozwija swoje pasje i ciesz każdy dzień z Nim, bo ma ogromny talent dowcipu i kabareciarstwa. To cudny duet dziecięcy. I choć czasem dochodzi do ostrej wymiany zdań, staram się nie ingerować między nich, gdyż sami potrafią się świetnie dogadać, a nawet za sobą zatęsknić, a to tym bardziej miłe.
Ja kocham i jestem kochana. I to mi pomaga.
Pracuję w Onecie w Krakowie. Słynny portal, otworzył przede mną swoje podwoje i próbuję zagrać jak cały portal gra. Według zasad, reguł i daję z siebie wszystko, by portal chciał gościć mnie dłużej. Otaczają mnie fantastyczni ludzie i na prawdę to kolejny bardzo owocny czas mojego życia.
Maciek pracuje w firmie produkującej dachówki i bardzo intensywnie poszukuje pracy, gdyż firma złożyła im ostatnio rozwiązania umów na koniec czerwca. Poszukiwanie pracy.... temat rzeka i jakoś nie chcę aby mnie coś zalewało, więc przemilczę. Co tydzień jednak, modlę się do Boga w kościele w niedzielę, aby nas nie zalała powódź...

Liczę na to, że znajdziemy alternatywne zajęcie dla maćka i uda się zachować ciągłość zatrudnienia.
Wymarzyliśmy sobie wakacje nad morzem i staramy się usilnie zrealizować marzenie. Ze względów pracy Maćka i moich kłopotów zdrowotnych, wiemy, że nie będzie możliwości zaszalenia przez dwa tygodnie, ale być może uda nam się wyjechać na skromny tygodniowy wypad. Szczególnie, że dzieci strasznie się cieszą na ten pomysł, wiedząc, że może nie dojść do skutku. Ale walczymy o każdą złotówkę, odkładamy, rezygnujemy z wielu rzeczy, byle tylko zobaczyć morze...
Borykamy się bowiem jeszcze z kłopotem mojego zdrowia.

Otóż czeka mnie operacja stopy, która pozwoli mi na chodzenie, a z tym jest już coraz trudniej. W zasadzie powinnam leżeć w domku na zwolnieniu, z punktu widzenia lekarza, ale dzień zwolnienia, to mniejsza kasa, a na to nie możemy sobie pozwolić. Terminy operacji oczywiście też nie napawają optymizmem, gdyż dotykają lat 2014-2015, zatem zbieramy kasę na zabieg wykonany prywatnie. W tym bowiem tempie postępującego zwyrodnienia stawu, za chwilę będę miała kłopot z poruszaniem się do toalety w mieszkaniu, nie mówiąc o codziennych dojazdach do Krakowa. Stoją zatem skarbonki na szafie i dzielimy każdy grosz na dwa, zbierając na wakacje i na moją operację. najbardziej jednak bolą mnie chwile, kiedy muszę odmawiać dzieciom wymarzonych zabawek, ubranek i słodyczy, ale powiem Wam, że Oni znoszą to zdecydowanie lepiej ode mnie, a w zasadzie od Nas. Maciek bowiem, jako facet, chce stanąć na wysokości zadania i zaopiekować się Nami, a wszystko idzie nie tak, jakby On tego chciał. A dzieci, cóż, radzą.... lepiej niż Ja.

No, ale nie ma co się zamartwiać. Przestaję truć, bo łzy cisną się do oczu. Nie lubię się skarżyć, chciałam się jedynie wygadać, a przy okazji powiedzieć co u mnie.
Wszystkie z osobna Was ściskam i pozdrawiam. Obiecuję nadrobić zaległości w czytaniu i bardzo chciałabym się tu znów móc zadomowić.
Ściskam Was
Kasiula