Witajcie!Przepraszam za tak długie milczenie, ale to z powodu faktu iż wiele działo się w moim życiu.
Po śmierci Ryszarda, wpadłam w wir bycia samotną Mamą, próbując ogarnąć dorastanie Karoliny, samotne święta, samotne wieczory i samotne życie.
Pierwsze 6 miesięcy to oczywiście walka w Sądzie Rodzinnym o możliwość odrzucenia spadku po Ryszardzie w imieniu Karoliny. Musiałam tego dopilnować, gdyż nie chcę by moje dziecko kiedyś w przyszłości miało do mnie jakiekolwiek pretensje. Sprawa spadkowa nadal trwa, jego Rodzina doszukuje się spadku w postaci aktywów, a prawda jest taka, że są same długi i rosną w zastraszającym tempie, gdyż oprócz instytucji, niestety zaczęły zgłaszać się osoby prywatne. Na szczęście przestali już do mnie przychodzić, ale co najadłam się nerwów, to moje.
Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, uczyłam się żyć, układać sobie dzień codzienny, starałam się pogodzić wszystkie obowiązki i o niczym nie zapomnieć. Karolinka cudownie mnie wspierała w codziennych znojach, głaskła po głowie, uśmiechała się, cudnie zajmowała się sobą, kiedy ja walczyłam z prasowaniem, praniem, jej strojem na przedstawienie czy też po to aby mama mogła się zdrzemnąć w ciągu dnia.
Bardzo wydoroślała przez ostatni rok, aż martwię się czy nie za bardzo, ale mniemam, że to cudowny sposób na odnalezienie się w naszym nowym trochę innym świecie.
Świetnie radzi sobie w przedszkolu, powoli zaczyna naukę samoukę czytania, chodzi pyta jak co się czyta, sama próbuje, cieszy się z sukcesów, to miłe patrzeć, że po pierwszych miesiącach smutku, przyszły w końcu miesiące radości.
Ja, no cóż przez pierwszy rok wspomagałam się pomocą Pani psycholog, która potrafiła we mnie obudzić poczucie wartości i chęć pokochania samej siebie, a co za tym idzie zaakceptowania. Rozstawałyśmy się z uśmiechem, ale i z zapewnieniem, że jeśli poczuję potrzebę spotkania się z Nią, mam dzwonić.
Kiedy sprawy zaczęły się układać, ja więcej zaczęłam się uśmiechać... za namową koleżanki zalogowałm się na portal
http://www.sympatia.pl, tam poznałam Maćka. Wdowca z synem, który podobnie jak ja, zalogował się tam w poszukiwaniu kogoś szczególnego, gotowego kochać, oddanego... Udało nam się nawiązać cudny kontakt, spotkaliśmy się raz i drugi, dużo rozmawialiśmy. Potem zdecydowaliśmy się na spotkanie wspólne z dziećmi. Cudownie się odnalazły w swoim towarzystwie i choć teraz po upływie dokładnie 6 miesięcy, potrafią drzeć ze sobą koty, jak inny, ale kochają się i lubią ze sobą spędzać czas. Uczą się siebie, swojego towarzystwa, uczą się mieć starszego brata i młodszą siostrę, a wierzcie mi, że to nie jest łatwe.
Podobnie nie jest to łatwy kawałek chleba dla mnie z Maćkiem. W końcu uczymy się kochać jeszcze jedno dziecko. Myślę jednak, że po tych kilku miesiącach, powoli nam się to udaje. Chcemy, a to ważne. Kochamy a to najważniejsze.
Snujemy wspólne plany, ja zaczęłam poważne poszukiwanie pracy w Krakowie, bo blisko z Olkusza, bo zapomniałam dodać, że nasze chłopaki są z Olkusza.
Chcemy razem zamieszkać, może w przyszłości ślub..... czas pokaże. Człowiek jest ostrożniejszy i bardziej zwraca uwagę na swoje potrzeby....
Borykamy się z problemami, jak każdy. Maciek obecnie jest na zwolnieniu lekarskim po operacji endoprotezy biodra. Wraca do pełnej sprawności, ale świadczenie rehabilitacyjne ma określone do końca sierpnia, zatem finanse znacznie mniejsze. Co do mnie, ja nadal pracuję w firmie z ogórka słynącej, ale zamierzam ją zmienić, by móc przenieść się do Maćka i Igora. Chcę uciec z Częstochowy, szczególnie, że drzewo przed oknem mojej córki dostarcza nadal smutnych wspomnień, podobnie jak sama Częstochowa, sąsiedzi, wspólni znajomi.
Ale jest we mnie dużo optymizmu, zatem MUSI SIĘ UDAĆ.
Przepraszam, że wyskakuje jak Filip z konopi, ale potrzebowałam czasu by stanąć stabilnie na nogi i powiedzieć jest lepiej i tak już będzie.
Wszystkie Was ściskam mocno i całuję.
