listów "papierowych", nie piszę ...
książki telefonicznej nigdy nie miałam (od ślubu - pamiętam, że coś takiego było)
aparat miałam, używałam i nie wiem, czy do tego nie wrócę (takie hobby)

sklepiki osiedlowe cały czas istnieją

małe kina - w Krakowie jest. Proponuje takie seanse - wspomnieniowe itd. (serie typu kino hiszpańskie/angielskie itd stare rzeczy, ale jakiej klasy) że jakoś się trzyma. Fakt, ostało się jedno...
Telefonu stacjonarnego nie mamy już z 5 lat, bo nam to ekonomicznie źle wychodziło

Płyty DVD używamy, są na tyle tanie...
Z wypożyczalni korzystamy. Rzadko, ale jednak.
Faksu nigdy nie używałam.
A papierowych gazet nie kupowałam nigdy (znaczy od ślubu)