Wiem, że już po sprawie, ale napiszę. Jechaliśmy z Anią 2,5 godziny pociągiem. Jeśli chodzi o mnie to myślałam, że będzie gorzej, ale i tak było ciężko. Tyłka w miejscu nie zagrzała - cały czas chciała chodzić, zaczepiała pasażerów - podczas jazdy w jedną stronę jechali prawie sami markotni biznesmeni i równie nietęgie bizneswomanki

, natomiast wracając do domu mieliśmy w przedziale towarzystwo, które się dość żywo Anią interesowało, bo tego wymagała, ale wcale się Ani nie dziwię, że miała wszystkiego dość skoro przez 7 poprzednich godzin była uwięziona w samolocie. Niemniej z całą pewnością nie siedziała na tyłku - nie było mowy o dłuższym oglądaniu książeczek czy karmieniu lali. Pokazała co potrafi
Cieszę się, że przeżyliśmy!