przez toska212 » 6 października 2009, o 11:45
Chwalić to się w zasadzie nie mam, czym ale opiszę jak to będąc kobietą około 40 letnią próbowałam wykonać mammografię w kraju, w którym media niemalże krzyczą na kobiety niekontrolujące piersi.
Otóż pewnego pięknego dnia przechodząc koło szpitala zobaczyłam wielką płachtę z reklamą: „Tylko tutaj darmowa mammografia”
Skoro mnie zapraszają to poszłam i dowiedziałam się, że jestem za młoda, że dopiero za dziesięć lat. Pytam: no to skoro już jestem to może odpłatnie. Odpłatnie nie, bo oni nie wystawiają rachunków. Że muszę mieć skierowanie od ginekologa lub od lekarza ogólnego.
No to super droga prosta.
Po czym okazało się, że ginekolog, u którego leczę się prywatnie nie ma umowy z NFZ i żebym wykonała badanie odpłatnie.
I tak dalej, czyli:
Lekarz ogólny nie dał mi skierowania, bo nie dostanie zwrotu pieniędzy za badanie, bo to działka ginekologa
Ginekolog z umową z NFZ, do którego w końcu trafiłam powiedział, że mi nie da skierowania, bo nie ma wskazań.
I na końcu zdecydowałam się zrobić, chociaż USG piersi dzięki zakładowi pracy, który w ramach wykupionego pakietu medycznego w końcu uwzględnił to badanie na liście dostępnych usług.
Po wykonaniu USG miła pani doktor powiedziała, że powinnam jednak tę mammografię wykonać. Ale jak?
Ano przejdzie pani na drugą stronę ulicy i w poradni onkologicznej powinna pani to zrobić.
W okienku przy rejestracji: a dlaczego pani chce zrobić mammografię. Na durne pytanie durna odpowiedź – bo lubię być prześwietlana. W końcu zostałam zarejestrowana i jakież było moje zdziwienie, gdy podczas wizyty okazało się, że idę na ponowne USG piersi a nie na mammografię. No dobra centrum onkologii ma takie procedury niech im będzie ważne, że w końcu dostałam to skierowanie na mammografię.
I tak po dwóch latach starań w końcu przebadałam biust. Gdybym poczekała jeszcze osiem to miałabym mniej chodzenia.
