Problem z psem teściowej!

Rodzic też ma swoje życie

Moderatorzy: Diabolique, JaMaska, kontrafalda, atlantis75

Avatar użytkownika
kontrafalda
Nieposkromiony wrzaskun
Nieposkromiony wrzaskun
 
Posty: 7514
Dołączył(a): 18 lutego 2005, o 22:08

Postprzez kontrafalda » 11 kwietnia 2005, o 19:38

Danetdd! Nie było moją intencją insynuowanie Ci, że nie kochasz zwierząt. Wyraziłam po prostu swoje odczucia. Widzisz, ja nie jestem zwolenniczką radykalnych rozwiązań - uważam, że uśpienie psa to naprawdę ostateczność i nie dziwię się Twojej teściowej, że nie chce o tym słyszeć. Nie dziwię się również Tobie, że nie masz - jak sama piszesz - "ciepłych uczuć" dla tego psa, nikt chyba zresztą nie wymaga od Ciebie, żebyś go kochała. Wydaje mi się jednak, że skoro przez tyle lat od Twojego z nim wypadku Twój mąż (też przecież ugryziony) nic z tym nie zrobił, oznacza to, że dla Niego i Jego matki ten pies jest ważny: na pewno na innej, nieporównywalnej z dziećmi czy wnukami płaszczyźnie, ale jednak ważny. Na Twoim miejscu spróbowałabym jeszcze raz spokojnie porozmawiać z teściową - bez żądań uśpienia psa. Może wyjściem byłoby przyjęcie zasady, że wypuszczany jest tylko na noc? Taki sposób świetnie funkcjonował u mojego kuzyna - miał owczarka kaukaskiego (niedawno zdechł), specjalnie szkolonego w celu wzmocnienia wrodzonych cech tej rasy, czyli skłonności do pilnowania stada i terytorium. Pies rzucał się na wszystko, cokolwiek "zaplątało" się na jego terenie. Wyjątkiem było tylko jego stado - dzieci mogły robić z nim dosłownie wszystko, ale już goście przyjmowani byli nieufnie - od furtki musiał im towarzyszyć pan albo pani domu. Dnie spędzał na swoim szczelnie ogrodzonym wybiegu, nocami pilnował dosyć rozległego terenu. Pewnego dnia goszcząca u kuzyna koleżanka zapomniała o Duni i wypuściła w nocy swojego jamnika - nie przeżył. Nikt jednak nie miał pretensji, bo pies zrobił tylko to, czego nauczyli go ludzie. Identycznie jest również z moim psem - kiedy wołam go po raz setny na spacerze, a on udaje, że nie słyszy, mogę być wściekła wyłącznie na siebie - bo to ja nie nauczyłam go posłuszeństwa :lol:
Życzę Ci satysfakcjonującego rozwiązania tej sytuacji :)

Momika
Pełną parą
Pełną parą
 
Posty: 1908
Dołączył(a): 17 lutego 2005, o 23:28

Postprzez Momika » 12 kwietnia 2005, o 23:05

gdyby nie daj Boże zdarzyło się, że pies rzuciłby się na Ciebie lub kogokolwiek innego to należy starać się wsadzić mu jak najgłębiej rękę do gardła lub chwytać język -wtedy od razu puści!
mam nadzieję, że ta rada nigdy się nikomu nie przyda. a swoją drogą, pomimo że kocham zwierzęta, poważnie zastanowiłabym się nad otruciem psa... swoje już przeżył a dzieci stoją na pierwszym miejscu !!

danetdd
Pełną parą
Pełną parą
 
Posty: 2136
Dołączył(a): 16 lutego 2005, o 23:26

Postprzez danetdd » 13 kwietnia 2005, o 09:32

dziękuję za rady :-D postanowiłam kupić kłódkę z łańcuchem i zamykać na nie kojec :lol: klucze dam tylko teściowej, żeby teściu nie miał do nich dostepu :lol: poproszę też teściową, żeby ograniczyła wypuszczanie psa, bo jak narazie wypuszcza go kilka razy dziennie :( nawet jak będę stawała na uszach, to Ona psa nie uśpi :( nie mam nawet dowodów na to, że pies nas pogryzł :( mąż miał rane do szycia, ale nie poszedł do lekarza :( pozostaje mi tylko modlitwa o szybkie zdechnięcie psa :lol: i niech Bóg ma w opiece dzieci i mnie :( kilka dni temu teściu wypuscił sam psa :( u teściowej była ciocia i już schodziła ze schodów do domu, dobrze, że ja wróciłam ze sklepu i zadzwoniłam po teściową żeby zamkneła psa, bo jak bym nie wróciła, to ciocia miała by spotkanie oko w oko z psem :( bo teściowa nie wiedziała, że pies sobie biega po całym podwórku :( uch... :(
pozdrawiam

Avatar użytkownika
Melba
Administrator
Administrator
 
Posty: 8038
Dołączył(a): 16 lutego 2005, o 13:59
Lokalizacja: {r3}

Postprzez Melba » 13 kwietnia 2005, o 12:46

Strasznie Ci współczuję tej sytuacji :( Myślę, że Twój pomysł jest dobry, mam nadzieję, że teściowa go uszanuje.
Ja myślę, że jeśli z psem byłyby problemy, sprawę można zgłosić policji, przecież przepisy dotyczące agresywnych zwierząt są jasne.
Szkoda, że teściowa nie chce podawać psu jakichś leków, może to nie fajnie dawać psu proszki, ale za cenę zdrowia i spokoju o dzieci zrobiłabym wszystko.

Jeszcze jedno - terserzy uczą ludzi postawy chroniącej w razie ataku psa. Nazywa się to "żółw", naucz koniecznie siebie i dzieci. Trzeba kucnąć , skulić się maksymalnie, , głowę schować między kolana, złożone ręce założyć na głowę, chroniąc w ten sposób uszy (zasłaniasz je pzredramionami) i szyję - jest schowana.
Pies nie powinien zaatakować tak ustawionej osoby. Absolutnie nie wolno patrzeć agresywnemu zwierzęciu w oczy, to tylko je rozjuszy!
Obrazek
Obrazek

danetdd
Pełną parą
Pełną parą
 
Posty: 2136
Dołączył(a): 16 lutego 2005, o 23:26

Postprzez danetdd » 13 kwietnia 2005, o 13:44

rozmawiałam dziś z teściową :-D zgodziła się na kłódkę i łańcuch :-D klucz oddaję Jej :-D powiedziała też, że będzie mniej razy dziennie psa wypuszczać :-D i zawsze sprawdzać czy mnie nie ma gdzieś w pobliżu :-D oby to sie sprawdziło :-D
nie chcę być histeryczką, ale ja naprawdę panicznie sie boję tego psa :( a dziwne jest to, że potrafie sie zaprzyjaźnić z każdym psem :-D nawet jak idę ulicą, to żaden na mnie nie szczeka a na innych tak :-D sąsiadka ma psa i nie bałam sie go pogłaskać od razu jak tu zamieszkałam i śmiało wejde na podwórko i nawet sie do mnie łasi :-D mój brat ma wilczura i też daje mi sie głaskać choć mało mnie widzi :-D po prostu nasz pies jest już taki że nie akceptuje nikogo :(
bardzo Wam dziekuję za wypowiedzi i dobre słowa :-D dziekuję :-D :-D :-D

Avatar użytkownika
Catalina
Obsesyjna gaduła
Obsesyjna gaduła
 
Posty: 5034
Dołączył(a): 22 lutego 2005, o 10:25
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Catalina » 13 kwietnia 2005, o 13:56

no to chyba wszystko jest na dobrej drodze :-) oby się udało :-)
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek

Avatar użytkownika
jasmina
Obsesyjna gaduła
Obsesyjna gaduła
 
Posty: 4851
Dołączył(a): 22 lutego 2005, o 14:48

Postprzez jasmina » 14 kwietnia 2005, o 09:24

Trzymam kciuki za poprawę kontaktów. Zawsze byłam ogromną psiarą i temat nie jest mi obcy. Miałam psy odkąd pamiętam i toczyłam ze wszystkimi boje w trosce o dobro moich podopiecznych. Krytykowałam ludzi, którzy oddają dorosłe psy. a jak urodziła sie Irminka i sama musiałam oddac psa na jakis czas, bardzo to przeżywałam. Teraz mam go w domu i wcale nie wiem,czy to tak dobrze :( Irmina stała sie najważniejsza i czasami sie zastanawiam,czy nie oddać pieska na stałe w dobre ręce. dzieci jednak zmieniają punkt widzenia. Powodzenia!
Są osoby, które się pamięta, i osoby, o których się śni. (Zafon)

Avatar użytkownika
kontrafalda
Nieposkromiony wrzaskun
Nieposkromiony wrzaskun
 
Posty: 7514
Dołączył(a): 18 lutego 2005, o 22:08

Postprzez kontrafalda » 14 kwietnia 2005, o 12:00

No, to ja jestem chyba wyrodną matką, bo nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym oddać psa tylko z tego powodu, że urodziłam dziecko. Pies to dla mnie członek rodziny, jest z nami od pięciu lat i nie wyobrażam sobie, że mogłabym się go ot tak pozbyć. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że moja córka będzie się wychowywała z psem. Już teraz śmieje się do niego, a kiedy marudzi, bo znudziło jej się leżenie na macie, wołam psa - Mała zaraz przestaje domagać się wzięcia na ręce, zaczyna z nim gadać, łapie za uszy, wsadza palce do nosa itp. Gorzej, kiedy psu się znudzi bycie obiektem badań - wtedy marudzenie wraca ze zwielokrotnioną siłą. Czasami jest mi na pewno trudniej, niż mamom, które mają do wyprowadzenia na spacer wyłącznie dziecko, ale jakoś sobie radzimy :D I chociaż nieraz wściekam się, gdy mój (myśliwski) pies złapie trop i znika mi z pola widzenia np. na 15 minut, to nie mogę zrozumieć, jak można - kochając zwierzęta - opowiadać się za otruciem psa, bo "swoje już przeżył". Przepraszam, ale dla mnie to niepojęte - strach pomyśleć, jaki los mógłby spotkać takiego nieszczęśnika ze strony człowieka "niekochającego zwierząt".

Avatar użytkownika
jasmina
Obsesyjna gaduła
Obsesyjna gaduła
 
Posty: 4851
Dołączył(a): 22 lutego 2005, o 14:48

Postprzez jasmina » 14 kwietnia 2005, o 17:37

Droga moniko, tak właśnie sobie wyobrażałam żywot z psem i dzieckiem, właśnie tak jak opisujesz:) cieszyłam się,że sie będą razem wychowywac. Ale okazało się najpierw,że mój pies ma gronkowca złocistego skóry (drugie badanie wykazało pałeczke ropy złocistej, nie wiem, co gorsze) i musiałam z bólem serca oddac psa na pół roku prawie, aż się wyleczy psa i uodporni dziecko. Niestety ta choroba nie jest wyleczalna dokońca i w każdej chwili może sie nawrócić. wszyscy sie dziwią i tak,że mam odwage ryzykowac. Poza tym mój pies nie ma podstawowej cechy, którą powinien miec pies-nie jest wierny. Byłam zdziwiona,że tak sie zaaklimatyzowała (to suka) na wygnaniu u teściów, ale z drugiej strony sie cieszyłam, bo gdyby była smutna, serce by mi pekło z żalu. Jak jeszcze byłam w szpitalu, teściowa przychodziła pod okno z psem,żebym chociaz sobie popatrzyła na nia. A teraz naprawdę myslę nad tym, żeby ją oddac., Ale to nie dlatego, :ze urodziłam dziecko". Ale dlatego,że mój pies nie czerpie radości z bycia z nami, więc my nie umiemy cieszyć się obecnością apatycznego, nieposłusznego psa. Ona nawet nie merda na mój widok ogonem. Dam jej trochę czasu,zobaczymy, jak będzie. Rozpisałam się, ale nie lubie byc oceniana pochopnie.
dodam jeszcze,ze ta cała sprawa jest dla mnie bardzo bolesna. nie tak to wszystko miało wygladac..
Są osoby, które się pamięta, i osoby, o których się śni. (Zafon)

Avatar użytkownika
kontrafalda
Nieposkromiony wrzaskun
Nieposkromiony wrzaskun
 
Posty: 7514
Dołączył(a): 18 lutego 2005, o 22:08

Postprzez kontrafalda » 14 kwietnia 2005, o 18:07

Droga jasmino, ja Cię w ogóle nie oceniam, nawet mi to do głowy nie przyszło. I nie pisałam o sytuacjach ekstremalnych, tylko - jak najbardziej ogólnie - o ludziach, którzy oddają psy, bo w jakis sposób zmieniła im się sytuacja życiowa (a znam takich, niestety). Tak, jak napisałam - ja nie mogłabym tego zrobić. A Twój post był tylko swego rodzaju inspiracją.
W ciąży miałam straszliwe lęki, że Zojka będzie miała alergię na sierść psa: wiadomo, w takiej sytuacji musiałabym go oddać. Myślałam o tym naprawdę często, teraz też czasem się zastanawiam "co by było gdyby". Wiem, że to by była dla mnie naprawdę ciężka i bolesna decyzja, bo pies (też suka) jest do nas strasznie przywiązany. Nie zazdroszczę Ci :(

Avatar użytkownika
JaMaska
Obsesyjna gaduła
Obsesyjna gaduła
 
Posty: 6171
Dołączył(a): 8 marca 2005, o 02:29
Lokalizacja: Ostrów nie-Tumski

Postprzez JaMaska » 14 kwietnia 2005, o 18:37

życzę powodzenia i mądrości teściowej !!
Uściski
JaMaska i Mysza


Obrazek

Jeżeli dadzą ci papier w linie, pisz w poprzek.
— Juan Ramón Jiménez

Poprzednia strona

Powrót do Nasze sprawy

 


  • Podobne wątki
    Odpowiedzi
    Wyświetlone
    Ostatni post
  • Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość