najpierw mój mąż nie chciał być przy mnie bo bał się ,że zemdleje

,ale jak zaczeła się akcja porodowa(ok.10:00) to siedział przy mnie cały dzień czytał, rozwiązywaliśmy krzyżówki,brał ze mną prysznic

tzn ja siedziałam a on polewał mi wodą brzuch ,spacerował i oddychał

.Pojechał do domu o 23 ,bo lekarz powiedział ,że raczej w nocy nie urodzę a jak zacznę to zadzwonię.Przyjechał o 5 rano

i siedział ze mną do 11:20,czyli do momentu jak zawieżli mnie na salę operacyjną,ale zaznaczyłam ,że rodziłam z mężem ,bo cały czas przy mnie był
