Moderatorzy: Diabolique, JaMaska, kontrafalda, atlantis75














Momika napisał(a):taaak... marzenia ściętej głowy.
może jeszcze sprzęt to i jest ale już podejście do pacjentki to zupełnie inna bajka, przecież każdy pacjent to zło konieczne, bo pan doktor na dyżurze musi się wyspać, zawieść dzieci na basen, zrobić zakupy i może gdzieś na szarym końcu zająć się swoją pracą, a za każdy dyżur kasuje 300zł.
a co do samych porodów za granicą, to cóż, ja mam bliżej do granicy wchodniej- chyba nie zdecyduję się na rodzenie tam



justyna-8 napisał(a):A ja po porodzie miałam osobną salę z tv i telefonem (tylko do odbierania) i mąż mógł być przy mnie. W czasie cesarki stał za drzwiami i patrzył, ale jakbym miała znieczulenie zewnątrzoponowe to mógłby być przy mnie. Rodziłam w niepublicznym szpitalu, zapłaciłam tylko położnej (to dlatego że od zawsze miałam fobię, że coś się stanie bo położna będzie piła kawę), na całym oddziale 8 pacjętek i 2 pielęgniarki.






atlantis75 napisał(a):justyna-8 napisał(a):A ja po porodzie miałam osobną salę z tv i telefonem (tylko do odbierania) i mąż mógł być przy mnie. W czasie cesarki stał za drzwiami i patrzył, ale jakbym miała znieczulenie zewnątrzoponowe to mógłby być przy mnie. Rodziłam w niepublicznym szpitalu, zapłaciłam tylko położnej (to dlatego że od zawsze miałam fobię, że coś się stanie bo położna będzie piła kawę), na całym oddziale 8 pacjętek i 2 pielęgniarki.
Justyna, chyba rodziłyśmy w tym samym szpitalu. Na porodówce było ok, ale oddział noworodkowy wspominam koszmarnie, między in. dlatego, ze w pokoju było 6 kobiet (z 6 płaczącymi dziećmi, jak jeden zaczynał koncert to i następny, o ciasnocie nie musze mowić) i największa porażka: położne. Olewały moje problemy z karmieniem, a gdy pewnej nocy Kuba wył z głodu, to wzięły go gdzieś (a ja przerażona poszłam go szukać) i nakarmiły glukozą, żeby do rana był spokój. Bo rano miałam już wypis, to miały problem z głowy. Podczas ochodów miałam najwięcej pytań, to jedna mi powiedziała: "pani to ma ciągle problemy".
