Ja też jeżdżę codziennie.
Odśnieżam, zapalam bez problemów, koła trochę buksują, ale można wyczuć o co temu autu

chodzi. Pod szkołą Lenki dziewczyny mają uciechę, kiedy nie mogę wyjechać z miejsca parkingowego otoczonego hałdą śniegu

Śnieg spod kół sypie się na wszystko dookoła.
Ale jeżdżę, dojeżdżam, wracam szczęśliwie.
Nie chcę się przesiadać do spóźniających się, zimnych autobusów i tłoczyć się w nich z wiolonczelą na plecach.

A bym zapomniała! W poniedziałek po powrocie z zakorkowanej W-wy o 18.20 zrobiłam sernik, roladę z jabłkami i 50 babeczek owocowych dla pewnego Andrzeja na imieniny

Ot, małe osiągnięcie. Skończyłam przed północą
