przez toska212 » 12 października 2009, o 11:05
To niby w maju się dzieje ale mnie pasuje jak ulał,
GDY WYSIĄDZIE WYOBRAŹNIA (JAN KACZMAREK)
Chmurno, durno, nieprzyjemnie,
luźna plomba dzwoni w zębie
A za oknem, w środku maja,
dudni grad jak strusie jaja
We łbie szumi znów niestety,
w kościach łamie to artretyzm
Tylko usiąść i zapłakać,
że ta dola byle jaka
Na dodatek jeszcze Zenek
dostał wczoraj wymówienie
Bo go złapał szef inżynier
na intratnej dość lewiźnie
Tak się wszystko podle zbiegło,
że dokoła istne piekło
Więc za siebie, szkoda gadać,
ani w ząb nie odpowiadam
Pies mnie pogryzł od sąsiada,
bo pogłaskać chciałem gada
Byłem u sąsiada żony,
nie wie czy był zaszczepiony
Pogotowie wzięło Kryśkę,
miała chorą ślepą kiszkę
Nie ma nawet z kim się napić,
to się kurtka można zabić
Jak się wali, to się wali,
nerwy mi powysiadały
Chciałem sobie wyobraziź
jakieś wyjście z tej kabały
Wyobraźnia w takich razach
zwykle leczy i pomaga
Lecz i ona, pełna klęska,
odmówiła posłuszeństwa
Trudno sobie wyobrazić
miły koniec tej ballady
To twór chorej wyobraźni
w tym życiowym mym marazmie
Psa wyprawię na lewiznę,
Kryśkę chyba w ucho gwizdnę
Zenek szefa niech pogryzie
w udo, albo trochę wyżej
