W domu. Po 16-ej udaliśmy się na rodzinny spacer z atrakcjami: jazda na sankach, rzucanie śnieżkami, tańce na śniegu (ciemno już było) i oglądanie pierwszych fajerwerków. Teraz trochę jedzenia wylądowało na stole, ale bez szaleństw, można chodzić i podskubywać. Między innymi, cola zero oraz dietetyczny bigosik z pieczarkami, cebulą i chudą szynką.
Mąż odkurza (kiedyś trzeba) a Aga komponuje sobie kanapkę ze składników spożywczych, rzuconych na stół. Jest ciepło, miło, muza w tle. Pewnie coś obejrzymy a jeśli dotrwamy do północy, wyjdziemy na dwór z zimnymi ogniami. Szampan się chłodzi...
