z własnego podwórka: kochająca para gołąbków - 7 lat po ślubie - on pracuje, gotuje, kocha, ona pozwala sie kochać...
Dzwonię i pytam co nowego, ano nic - rozwodzimy się. Czy jest ktoś na horyzoncie? Ależ skąd - rzecze ona. Nikt był kolegą z pracy
Rozwiodła się w dwa miesiące, mąż załamany, bardzo go lubię, ona dzwoni: może bym wpadła zobaczyć Emilę (tuz po jej urodzinach), ale spytam X, czy może jechac ze mną. Odparłam, że może rozwód był dla niej epizodem, ale ja musze ochłonąć zanim poznam nowego wybranka. I się dowiedziałam: nie chcę, żeby znał mnie ktoś, kto znał mnie jako żonę Y, na pewno będziesz ich ze soba porównywać - tylko TY jestes taka!
zanim się zastanowiłam powiedziałam: każdy będzie porównywac, to nieuniknione. I juz się nie odezwała. Rozmawiałam z jej mamą: siedzi z X w kolejnym wynajętym mieszkaniu i nie utrzymuje żadnych starych kontaktów...
owszem mogłam ją pogłaskac po głowie, ale w imię czego??? Dla mnie to było tak jakbym do kochanki tescia miała mówic : mamo.
trochę się wygadałam w Twoim wątku, przepraszam, ale chodzi mi o to że czasami chce się stanąć w poprzek.