Zadałam sobie trud i znój

i przeczytałam cały list biskupów. Moim zdaniem on bardziej anty-homoseksualny jest, o in vitro pada tam jedno chyba zdanie, ale pada. No cóż, w XX w. kościół byl przeciwny transplantacjom, a podejrzewam, że dziś, kiedy jakiś biskup miałby do wyboru przyjąć przeszczep lub nie, to by się nie bawił w retorykę o woli Boga i niezmienianiu jego dzieła...
Problem jest taki, że biskupi to grupa społeczna mocno oderwana od realiów życia i trudno mi przyjąć ich poglądy na temat ludzkiej seksualności i rozrodczości jako coś przekonywującego...
Inna sprawa, że ładnie i mądrze biskupi odnieśli się do problemów, o których pisali - łącznie z forami internetowymi poświęconymi bezpłodności
Mój mąż fajnie powiedział po przeczytaniu tego listu - brzmi jak głos nie nauczycieli, ale PRZYWÓDCÓW.
A dla mnie ktoś, kto mówi mi o rzeczach takich jak płodność, starania o dziecko, decyzja o ilości dzieci, rodzicielstwo - dla kogo jest to wydumane sf - jest kompletnie niewiarygodny.