Oszczędna zbytnio nie jestem, za to gospodarna - tak.
Nie korzystam z arkuszy kalkulacyjnych, nie zapisuję wydatków i nie zbieram rachunków. Obraz własnej sytuacji finansowej mam w głowie. Mimo - że pensje mamy raczej nieduże (mąż ma trochę wyższą ode mnie) nie zdarzyło mi się nigdy mieć debetu, nie zdarzyło mi się by brakowało pieniędzy do końca miesiąca. Nie wiem na jakiej zasadzie to u mnie działa, ale "robi się samo", po prostu mam świadomość, że kwota w danym miesiącu jest taka a nie inna i tą kwotą się rządzę.
Z jednej strony nie lubię rozrzutności i nieprzemyślanego wydawania pieniędzy, z drugiej strony nie obcinam jakoś przesadnie wydatków, nie wyliczam i nie planuję.
Nie gotuję bieda-obiadów, nie oszczędzam na jedzeniu i dobrej jakościowo żywności. Chociaż ostatnio postanowiłam ograniczyć tygodniowe porcje mięsa, ale tylko ze względów zdrowotnych, nie innych.
Produkty żywnościowe, szybko psujące się typu np. wędlina kupuję częściej (właściwie codziennie lub co drugi dzień), w naprawdę niewielkich ilościach i zazwyczaj te lepsze jakościowo. Produkty o dłuższym terminie przydatności, mogące poleżeć, np. mąka, cukier, woda mineralna - kupujemy w większych ilościach, np. po 3-6 sztuk na raz i często np. w promocji (informacje w sklepowych gazetkach). Znam ceny produktów w sklepach i gdy wiem - że coś jest tańsze w jednym sklepie, droższe w drugim, a jakościowo takie samo - kupuję tam gdzie taniej. W zasadzie od lat kupujemy określone marki w określonych sklepach, tam gdzie ceny są najkorzystniejsze.
Zakupy robię najczęściej w Leclercu, na drugim miejscu są dwa nieduże sklepiki osiedlowe (wędliniarsko-mięsny i warzywno-spożywczy), na trzecim Lidl. Z Lidla lubię między innymi: makarony combino, z mąki durum, pomidory, mrożonki warzywne (mieszanki). Przez jakiś czas w miarę tanio był tam fajny ser typu feta, chyba pilosa, ale nie jestem pewna (taki twardszy niż mlekovity, kruchy, dający się kroić w stabilne kawałki). W Leclercu - co tydzień są fajne promocje: na odzież, pościele, różne sprzęty gospodarstwa domowego. Zazwyczaj sprawdzam w gazetkach i jak mi coś podpasuję, to idę kupić
Na zakupy chodzę zawsze z listą i kupuję to co jest na liście, nic poza tym.
Żarówki mamy energooszczędne, odkąd jest zmywarka, dużo mnie płacimy za wodę. Raz, że ja nie umiem oszczędnie zmywać i zawsze zmywałam pod bieżącą wodą, dwa że zmywarka pobiera zimną wodę, która jest u nas prawie o połowę tańsza niż ciepła.
Co jeszcze, w kwestii gospodarności? Ostatnio dużo mówi się o takim zarządzaniu swoimi pieniędzmi które polega na tym, by powoli, ale systematycznie gromadzić jakiś kapitał i korzystnie go lokować, na różne sposoby. Myślę, że jeśli ma się takie możliwości, to warto co miesiąc, zaraz po wypłacie przelewać określoną kwotę na jakieś konto oszczędnościowe. I rządzić się tym, co zostanie. Dobrze jest orientować się w ofertach bankowych i wybierać te najrozsądniejsze.
Na topie są ostatnio lokaty i konta oszczędnościowe bezbelkowe, na przykład.
