My już po wyjeździe.
Wszystko byłoby super gdyby mama sie nie rozchorowała

zajechaliśmy w niedziele a ja juz w poniedziałek angina ropna i tak do piątku w pokoju sanatoryjnym:) Żeby jednak znaleźć jakieś plusy w tej sytuacji to przynajmniej chorowało mi sie komfortowo-śniadanko i kolacyjka podana do łóżka, tata z dziećmi na sankach a ja błogie leżenie w łóżku. Pocieszam się tym, że w domu musiałabym się zająć i domem i dziećmi w czasie choroby:)
I tak ogólnie jestem bardzo zadowolona-fajne pokoje, dobre jedzenie,bilard-ku uciesze Maksymiliana

jest przedszkole dla dzieci, jacuzi dla rodziców i myśle ze jeszcze tam kiedys wrócimy:)
P.s
W górach było mniej śniegu niż u mnie na podwórku
