odświeżam, bo uczyniłam właśnie:


składniki: 5 płatów prażonych alg, około 250 gram ryżu do sushi (ryż ugotowany wedle przepisu na opakowaniu

),
sos do ryżu (dodawany przed wystudzeniem ryżu i przed posmarowaniem alg): ocet ryżowy, około 4-5 łyżek, cukier (na oko, nie wiem ile bo sypałam prosto z cukierniczki i degustowałam w trakcie), powinien być jeszcze sos sojowy, ale z bólem stwierdziłam, że ten który posiadam przechowywałam po otwarciu niezgodnie z instrukcją (czyli nie w lodówce), także podarowałam go sobie.
nadzienie: warzywa pokrojone w cienkie paski (rzodkiewka - 2 duże sztuki, papryka czerwona połowa małej, świeży ogórek - 1 sztuka, średni wężowy), szczypiorek (po 2-3 łodyżki do jednego zawijańca), łosoś wędzony (100 gram), słodki omlet pokrojony w paski (2 jajka, cukier, sól, odrobina pieprzu, woda, trochę mąki kukurydzianej).
Można dać jeszcze awokado, ale nie miałam.
Algi smarujemy ryżem, nie dajemy za dużo, bo przytłumia smak innych składników. Gdy pierwszy raz robiłam, przesadziłam właśnie z ilością ryżu

, teraz skorektowałam jego ilość, czyli użyłam pół opakowania (opakowanie ma 500 gram)

. Przy jednym końcu układamy składniki (nie żałujemy ich) i zwijamy w rulony. Przed zawinięciem można posmarować odrobiną wasabi. Za pierwszym razem korzystałam z mat, takich jak na zdjęciu Diabo, potem już nie, rolowałam na sosnowym stole, bezpośrednio rękami. Trzeba tylko dobrze docisnąć składniki i w miarę ciasno zrolować. Kroi się BARDZO ostrym nożem. Jednego zawijańca dzieliłam na 6 kawałków. Z pięciu wyszło mi 30 kawałków sushi. Przed krojeniem, dobrze jest odkroić nierówne końcówki z obu stron.
I jeszcze jedno: ryż nakładałam drewnianą łyżką a rozsmarowywałam taką drewnianą łopatką do przewracania kotletów, omletów, na dawniejszych teflonowych patelniach. Super się nią rozsmarowuje.
