No dobra będzie chwalipięctwo
Clifford zachwycił mnie okrutnie i postanowiłam nauczyć się piec biszkopta
Ratunku - ja nie wiem czego ja się bałam, urósł na 5-6cm i jest pyszny, został przełożony masą do karpatki z Delicjami pomarańczowymi nuranymi w kawie, a na wierzchu czekolada - zdjęć nie pstryknę bo mam za dużo zachodu, żeby to się później na mojego kompa dostało.
Cudowności - jestem z siebie dumna jak pawica!
ok, ok to teraz przepis na rzeczony biszkopt
To jest przepis na jeden blat czyli ok 2-3cm, ja robiłam z podwójnej porcji
1/2 szklanki mąki
1/2 szklanki cukru
4 jajka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki octu
1.Białka ubić na sztywną pianę, następnie stopniowo dodawać do nich cukier, dalej ubijać - ma być sztywno i szklisto
2. Żółtka, wymieszać z proszkiem do pieczenia, następnie dodać ocet - uwaga - pieni się okrutnie, więc w wysokim naczyniu trzeba robić
Następnie wymieszać 1 z 2 (ubite białka z żółtkiami)
do tego mąka i łycha to w miarę dokładnie wymieszać
i na blachę (wcześniej blacha wysmarowana tłuszczem i z bułką tartą)
do piekarnika z termoobiegiewm na 150stC, po 10 minutach zwiększam do 160stC, po kolejnych 10 minutach do 170stC, po kolejnych na 180stC, nie więcej niż 180stC, ja później zmniejszyłam temperaturę na 170, czas pieczenia w sumie to jakieś 30-40 minut
Wychodzi zawsze - tak mnie zapewnia kumpela od której mam ten przepis - ja Jej wierzę bo skoro mi wyszedł...
ech - ale jestem dumna - pierwszy krok w kierunku Clifforda został uczyniony! nie wiem tylko jak opanuję wycinanki łowieckie
