Dalsze losy mojej Carmen

wyglądają następująco:
Tydzień temu, w poniedziałek był pierwszy etap egzaminu do Szkoły Muzycznej. Ninka bardzo polubiła zajęcia z kursu przygotowawczego, zaczęło jej bardzo zależeć, żeby zdała.
Dzieci przystąpiło do egzaminu (z tych, które ja zdązyłam policzyć)- 79, a nie wiem, czy nie było jeszcze jednej grupy na innym piętrze, być może była, bo nauczycielka z kursu mówiła, że spodziewają się setki dzieci!

A miejsc dla pierwszoklasistów jest przygotowanych 36 (dwie klasy 18-osobowe)
Ninka śmiało weszła do pierwszej sali, gdzie zaśpiewała piosenkę, powtarzała dźwięki, ogólnie słuchowo ją przesłuchali, obejrzeli ręce, stwierdzili, że może grać na wiolonczeli. Wyprowadziła ją uchachana pani, trzymająca podskakującą z radości Ninkę

Potem przeszła do innej sali, w której sprawdzili jej zdolności motoryczne, koordynację ruchową, takie tam- jedna ręka robi jakiś ruch, druga- inny, posadzili ją przy pianinie, co wzbudziło wielki zachwyt

Potem przeszła do kolejnej sali, w której opowiadała historię na temat pokazanego obrazka, trochę czytała itp. Kiedy wychodziła z tej trzeciej sali pani wręczyła nam karteczkę zapraszającą na kolejny etap egzaminów, w piątek. Czyli- wielka radość, że pierwszy etap przeszliśmy pozytywnie, bo nie wszyscy wychodzili z karteczką zapraszającą na piątek.
W drodze powrotnej, w tramwaju Ninka mi opowiedziała, że pani ją zapytała co ona takiego robi, że rodzice kupują jej takie ładne bluzeczki i spódniczki. Ninka na to, że robi specjalną minkę. Komisja pyta: jaką? pokaż. I Ninka strzela komisji swoją pokazową minę proszącą wypisz-wymaluj kot Puszek ze Shreka2

Komisja w śmiech, a Ninka na to: ale to nie jest śmieszne, to jest przekonujące!

No to już wiedziałam skąd to uchachanie na twarzy nauczycielki wyprowadzającej Ninkę z sali i ten dobry humor Ninki
Ona w ogóle potraktowała te egzaminy jak świetną zabawę. W szatni, kiedy już wychodziliśmy ze szkoły powiedziała z entuzjazmem: "Mamo, niech żałują wszyscy, którzy nie byli dziś na egzaminie, bo była super zabawa!"

To jest chyba dowodem na to, że jeśli rodzice nie pokazują zdenerwowania, to dzieci nie wiedzą, że powinny się denerwować i jest miło. Ale w tramwaju po egzaminach składała ręce i prosiła "Proszę, proszę niech powiedzą, że Nina L. zdała"
W piątek było rysowanie, liczenie, dodawanie, zorientowanie na prawo, lewo na zasadzie: wykreśl narysowanej dziewczynce z jej prawej ręki kwiatek, jakieś szlaczki, nic więcej nie udało mi się z Ninki wydobyć

No i wyniki miały być dziś po 12.00.
No i chciałam się pochwalić, że Ninka, moja mądra, zdolna, kochana dziewczynka zdała i została przyjęta!!!
Uczciliśmy to pizzą i dużymi lodami!
