Jak jest Waszych przedszkolach z pozwalaniem porzynoszenia zabawek przez dzieci?
Moja znajoma ma synka w drogim i renomowanym prywatnym przedszkolu, gdzie jest totalny zakaz (mimo że wszyscy rodzice to osoby niezwykle majętne).
Druga znajoma ma dziecko w placówce publicznej, tam panuje obyczaj piątku jako dnia na zabawkę - tylko w piątki dzieciaki biorą ze sobą coś z domu.
U nas nie ma ograniczeń i z jednej strony to świetnie, bo tylko to pomogło mojej córce przetrwać dwuletnie zmagania ze znienawidzonym leżakowaniem. Z drugiej - widzę, że jest problem zabawek drogich. My już w domu jakoś przerobiliśmy oba tematy - zarówno kategoryczny brak naszej zgody na zabieranie zabawek "wypasionych" {pod wypasionego podciągnęliśmy nawet PetShopa, wiedząc, że nie każda pannica tego PetShopa jest w stanie dostać, a skala petshopomanii zaczęła przybierać niepokojące objawy} oraz to, że jak dziecko przynosi jakąś zabawkę, to nie musi to oznaczać z naszej strony automatycznie biegu po takową

Ale przyznam się, że zaliczyliśmy już łzy z powodu cudeńka za 200 zł przyniesionego przez koleżankę z grupy.
My rozwiązaliśmy to pulą szmacianych maskotek, które mają zielone światło na wizytę w przedszkolu, ewentualnie jakieś gie z Kinder niespodzianki.
Ale w sumie zastanawiam się, jakie rozwiązanie byłoby najlepsze i ciekawi mnie, jak jest w Waszych przedszkolach?