Aga wczoraj wróciła do przedszkola, po 2 tygodniach i 2 dniach chorowania. Trochę się denerwowałam, że zapomniała już jak wygląda przedszkole i że proces adaptacyjny będziemy zaczynać od nowa.
Na szczęście okazało się, że po rannej pobudce o godzinie 6, bez problemu ubrała się i dała zawieźć się do przedszkola. Z uśmiechem na twarzy weszła do sali. Po południu, podczas odbierania - była kwitnąca. W samochodzie buzia jej się nie zamykała, opowiadała, co w przedszkolu nowego, z kim się bawiła itp.
Dziś dzień drugi i również - rewelacja.
Trochę się boję, jak będzie po niedzieli, ale mam przeczucie, że Aga zaaklimatyzowała się w przedszkolu na dobre.
Nie wiem czy jestem przeczulona, albo może na głowę upadłam, ale mam jeszcze jeden problem. Otóż w Agi przedszkolu jest punkt wyborczy i w niedzielę przewalą się tam tabuny ludzi, zakichanych, zasmarkanych, z bakteriami, wirusami itp.
Boję się - że liczba chorych dzieciaków, po wyborach się zwiększy...
Pewnie głupio gadam, ale jakoś nie daje mi to spokoju. Ta dwutygodniowa choroba Agi wymęczyła nas wszystkich i nie chciałabym tak szybko do tego wracać.