przez toska212 » 9 lutego 2009, o 19:57
Dostałam e-mail’a od przyjaciółki.
Zazwyczaj nie traktuję na poważnie tzw. „łańcuszków szczęścia”, ale zważywszy osobę, od której dostałam tę wiadomość wydaje mi się ona prawdziwą.
Przeklejam treść w postaci, jaką otrzymałam:
Kolezanka opowiedziala mi wczoraj historie mrożącą krew w zyłach.
Jej siostra byla w Gdyni w Tesco, w ciagu dnia, na zakupach. Z 4- latkiem. Syn stal na zabawkach a ona na koncu regalu wybierala cos dla chrzesnicy. Katem oka widziala caly czas syna. Nagle go nie ma.
Z 10 sekund nie patrzyla na niego! Wyleciala z alejki i nie zauwazyla go nigdzie, stwierdzila, ze nie bedzie latac miedzy regalami, bo moze juz byc daleko (raz tak za nim ganiala po sklepie, byli w 2 przeciwleglych czesiach).
Poleciala do punktu informacyjnego na przeciw wejscia/wyjscia,zeby oglosili przez megafony. I tak lecac do tego punktu widzi faceta spokojnie wychodzacego z jej "spiacym" synem na rekach. Zaczela sie drzec, ze jej dziecko kradna. Facet rzucil dzieciaka i zwial.
Ochrona zamiast go gonic to do dzieciaka i do niej zeby ja uspokajac. Facet wyparowal w efekcie. Dzieciak nieprzytomny, wiec zawolali pogotowie, no i policje. Na kamerze widac jak facet w kapturze podchodzi do dzieciaka od tylu, przyklada szmatke do ust i dzieciak sie osuwa. A matka stoi tylo-bokiem kilka metrow dalej!!!
Wzial dzieciaka jakby spiącego i spokojnie poszedl sobie! Dzieciak byl odurzony eterem i jeszcze mial rozbitą glowe od tego porzucenia.
Policja powiedziala,ze na handel albo na organy. I ze to CZĘSTE!!!
Takie dzieci sie nie odnajdują. Jakby ta matka poleciala szukac po sklepie, toby juz dziecka nie zobaczyla!"
Może to i łańcuszek, ale lepiej dmuchać na zimne.
