Święto mamy w rodzinie, bo dziś nastał piękny dzień zakończenia znienawidzonego przez Idę leżakowania. Na początku, w grupie 3-latków jeszcze to jakoś było dla niej do przełknięcia, ale od roku zaczął się mega problem. Niemal codzienny bunt o leżakowanie, zapieranie, że z powodu leżakowania nie pójdzie do przedszkola. Zajęcia są fajne, panie ukochane, dzieci świetne i ma wśród nich przyjaciół, zabawki atrakcyjne, do jedzenia nie zmuszają - słowem wszystko super, a jednak widmo leżakowania przeciwważyło nam non stop wszelkie zalety przedszkola. "Kocham moje przedszkole, ale leżakowania nienawidzę". Rok zmagań, namawiania, przekonywania. Dochodziło do takich akcji, że nawet rozważałam zmianę przedszkola - nasze, mimo wiecznych pielgrzymek i rozmów na ten temat niemal codziennie

stanęło na stanowisku, że alternatywy dla nieleżakującego dziecka nie ma.
Mimo wszystko Ida sypiała CZASEM i to mnie jakoś pocieszało - bo zależało mi na jej odpoczynku, po wymęczeniu wszelakimi choróbskami, mało jedzącej, mocno energetycznej - tak więc postawiłam na opcję rodzinnego zaciskania zębów i przetrzymywania.
Niemniej ulgę czujemy z mężem taką, że wypadaloby wytoczyć skrzynię szampana

a Idka zasypia i budzi się z radosnym trelem na ustach pod hasłem "koniec męczarni"

Jak jest u Was? Czy leżakowanie jest obowiązkowe i jeśli tak, ile trwa? A jeśli nie - jakie są rozwiązania dla dzieci nieleżakujących? A może leżakowania nie ma wcale - tylko co wtedy z malymi śpiochami, które tego odpoczynku potrzebują?