Melba napisał(a):Interesuje mnie, jak sobie będzie radziła w grupie, w życiu, ze swoimi emocjami, ze zmianami. Ten rok ma być czasem na adaptację, dojrzenie, doopiekowanie.
Mam identyczne odczucia, od dawna. A teraz utwierdziłam się w nich, po ostatnim zebraniu w przedszkolu. To prawda, że obecnie większość pięciolatków zna litery, próbuje czytać, bądź czyta, dodaje, odejmuje, zna podstawy obsługi komputera itp., ale to tylko część umiejętności, jakie powinny one posiąść. Rozwój intelektualny to jeszcze nie wszystko i często nie idzie w parze z rozwojem emocjonalnym, i społecznym.
Obecne pięciolatki mają już sporą wiedzę, ale ciężko im jeszcze usiedzieć dłużej w jednym miejscu w ciszy i skupieniu (ławki szkolne), wykonać większą ilość poleceń na raz, bez przerw. Emocjonalnie są to jeszcze małe dzieci, które chcą się bawić, biegać, mają niekiedy jakieś tam swoje "strachy", "schizy".
A rok życia w rozwoju takiego malucha - to naprawdę duży skok, wiele się w tym czasie zmienia.
Zresztą - nie wyobrażam sobie mojej córki, w obecnej, polskiej, niedostosowanej do przyjęcia pięciolatków, szkole. Na szybko przeprowadzona reforma, program zerówkowy niemalże w biegu i bez żadnego przemyślenia przerzucony do pierwszej klasy, przymus wygospodarowania w szkołach jakichś sal dla dodatkowych dzieci oraz sztuczny podział na dzieci idące i nie idące do pierwszej klasy.
Nie wyobrażam sobie mojego dziecka w szkole-molochu, w klasie z dziećmi-niekiedy i o ponad półtora roku starszymi. Różnicę w rozwoju - choćby emocjonalnym - na tym etapie jeszcze bardzo widać. A poza tym, nie mam ochoty już teraz zaprowadzać dziecka na świetlicę dla dzieci z iluś tam klas (w tym starszych), w której musiałoby spędzać większość dnia, z tornistrem pod pachą i kanapką w tornistrze.
Dlatego Aga zostaje w przedszkolu.
