Oj szkoda ze jedna, szkoda...
Ja nie cierpie sprzatania pod kazda postacia. Na szczescie w odkurzaniu wyrecza mnie maz, czasem umyje tez podloge (wszystko zasluga nowego mieszkania), ja musze prasowac (zawsze sa tego gory, prawie jak bysmy mieli fabryke ciuchow), gotuje (to lubie, ale wole zeby po mnie posprzatac), okna myje maz, lazienki dzielimy na pol. Ogolnie to dziekuje Najwyzszemu ze moj maz nie ma dwoch lewych rak bo bysmy zyli w balaganie wiecznym dzieki mnie
