Nie wiem, co powiem za 20 lat

ale teraz zdecydowanie mieszkanie w mieście i to najchętniej w centrum (mit, że hałaśliwe i smrodliwe, otacza mnie zielona sielana).
Nie interesują mnie 2 godzinne dojazdy w korkach, czy telepanie się jakąś kolejką w nieprzyjemnej atmosferze. Cenię dostępność i wybór przedszkoli, szkół, kin, muzeów, restauracji, obiektów sportowych w zasięgu ręki.
Do ukochanego kina wychodzę w kapciach

jak zabraknie mi kefiru, nie muszę organizować wielkiej wyprawy. Itp. Na razie nie widzę niemal żadnych plusów prowincji.
A na ogród lubię sobie popatrzeć, ale w życiu nie chciałabym się nim zajmować. Przymus latania z kosiarką i sekatorem kompletnie mnie nie kręci.