Postanowiłam urządzić balkon. Zaplanowałam: beżową terakotę, iglaki, skalniaki, okrągły plastikowy stół i 3 krzesło-fotele (w kolorze granatu), a na suficie suszarka (z prętów i sznurków), zamontowana w poprzek żeby nie zasłaniać okna. No i w zasadzie prawie mi się to udało, wszystko jest ... tylko ta terakota. Ładnie położona, tak jak chciałam - szachownica, ale brakuje fug, zamiast nich: kilkumilimetrowe szpary. Tak się złożyło, że kolega, który nam kładł terakotę i na drugi dzień miał fugować, zachorował na zapalenie ucha i wylądował na 2 tygodnie w szpitalu.
Teraz już wszystko ok., wyzdrowiał, ale fug jak nie ma tak nie ma. Bo problem tkwi w tym, że trzeba się umówić i znowu rozłożyć na balkonie całą robotę. A ja zdążyłam w międzyczasie kupić skalniaki, stół, iglaki, krzesła, suszarkę i to wszystko elegancko na balkonie porozstawiać (bo prostu mnie nosiło i musiałam urządzać). I teraz jak pomyślę, że trzeba będzie to powynosić i znowu balkon rozbabrać .... brrr, a może by tak zostawić z tymi szparami?
Wiem, że to nie żaden problem, ale mnie się strasznie nieeee chceeeee ... i muszę sobie trochę poględzić w celu poprawy humoru
